Książkowe promocje online 9

W podobny sposób mniemał o sobie Dutch Schultz — ten, który zginął od stukał gangu w Newark. Dutch Schultz, jeden z w najwyższym stopniu znanych szczurów Nowego Jorku, powiedział w czacie prasowym, iż jest dla społeczeństwa filantropem. I faktycznie w to ufał. Współbrzmiałem na ten temat z Lewisem Lawesem, który przez dużo lat był stróżem w niesławnym nowojorskim więzieniu Sing Sing. W jednym z listów Lawes napisał: „Tylko niewielu spomiędzy kryminalistów w Sing Singu baczyło się za zdeprawowanych. Są oni tak samo ludźmi, jak magnat czy ja. Mniemają wobec tego i tłumaczą się. Zawsze mogą wyjaśnić, czemu musieli rozpruć sejf albo nadsnąć kurek. Znaczna część z nich usiłuje za pomocą konsekwentnego bądź głupiego uzasadniania usprawiedliwić swoje antyspołeczne zachowanie, choćby przed samym sobą. Niezłomnie i konsekwentnie utrzymują, iż bynajmniej nie powinni zostać uwięzieni." O ile Al Capone, Crowley, Dutch Schultz, a także wszyscy d zdesperowani ludzie za murami pudeł nie łają się za nic, to co mniemają o sobie ludzie, z którymi spotykamy się ty i ja?

Inny ogromny psycholog, Hans Seyle, ogłosił kiedyś: „Akceptacji pożądamy do tego stopnia, jak nienawidzimy potępienia." Uraza i niechęć przyprowadzone krytyką mogą tylko zdemoralizować pracobiorców, chujów rodziny i przyjaciół; nie przeistoczą tego, co naprawdę się stało. George B. Johnston z Enid w Okłahomie jest inspektorem bezpieczeństwo i higiena pracy w pewnym konsorcjum budowlanym. Do jego obowiązków trzeba pomiędzy innymi dopilnowanie, ażeby pracownicy wnosili kaski na konstrukcji.

Zdecydował więc przekształcić strategię. Kiedy spotykał robotnika bez hełmu, pytał głównie, dlaczego go nie przenosi. Później wówczas przypominał mu w przyjacielski sposób, dodatkowe informacje że hełm ochrania przed wypadkami w trakcie pracy. Dzięki temu postępowaniu częściej używano się do polecenia bez traumatyzmy i niepotrzebnych emocji Od świadectw bezpłodnej krytyki aż marzy się na kartach przeszłości. Weźmy m.in. wzorzec sprzeczkę pomiędzy Teodorem Rooseveltem a prezydentem Taftem, która rozdzieliła Partię Republikańską, wyniosła Woodrowa Wilsona do Białego Lokalu, odcisnęła swe piętno na procesu pierwszej batalie ogólnoświatowej i przekuła szwung przeszłości. Kiedy w 1908 r Teodor Roo-Sevelt ulegał z Bielu Domku, promował Tafta Jako zajmował się ściganiem na lwy. Po powrocie zajrzał w rankor.

Spotwarzył reakcjonizm Tafta i smakował umożliwić sobie nominację na trzecią kadencję, zrealizował własną Frakcję Łosia i niemal przysłużył się do zmarnienia Starej Wielkiej Partii (Republikańskiej — przyp. tłum.). W następnych wyborach William Howard Taft i Partia Republikańska rozgromili jedynie w dwóch stanach — Vermont i Utah. Była to największa klęska, jaką kiedy tylko doświadczyła ta partia. Teodor Roosevelt strofował za to Tafta, ale czy ten ostatni czuł się winny? Z pewnością — nie. Ze łzami w o-czach wyznał: „Nie wiem, jak mógłbym postąpić inaczej, niż to zrobiłem." Kogo więc winić.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *